Wspomnienie o ks. Romanie Kotlarzu wg Marianny Bilskiej

Ks Roman Kotlarz to wspaniała postać. Przykład kapłana i człowieka patrioty. Wzór do naśladowania. Miałam wtedy 10 lat, teraz 76, ale pamiętam bardzo dokładnie imieniny ks. Kotlarza. Było jeszcze zimno, chyba koniec lutego. Za Jego wyjątkowa prace z dziećmi i młodzieżą w dowód wdzięczności kupiliśmy ks. Romanowi dywan (w tamtych czasach dywan w pokoju – to wielka rzadkość). Pojechaliśmy z Tychowa do Mirca furmanką. Pamiętam jak dziś – każde dziecko miało w doniczce prymulkę w doniczce i wyuczony specjalnie na te okazję wierszyk, który ułożyła nam nasza poetka ludowa Helena Stefańska. Jedna z moich zwrotek brzmiała: (Postrachów ludzkich nie bój się wcale. Stoją przy Tobie dzieci wytrwale. Stoją przy Tobie wszystkie w potrzebie jak przy bogu anioły w Niebie. Pragniemy naszym drogi Prefekcie – byś tu został na lata jeszcze. Abyś do śmierci tu został z nami bo my Cię Księże bardzo kochamy.) Ksiądz przyjął nas z uśmiechem. Posiadaliśmy na podłodze – na tym naszym dywanie. Uderzyła mnie duża ilość książek u Księdza w pokoju. Były na etażerce, na stole, na ławie i podłodze. Ksiądz poczęstował nas cukierkami i długo rozmawiał z naszymi rodzicami. Rodzice uprzedzali księdza, by spokojniejsze mówił kazania, bo już się Nim interesują miejscowe władze. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ksiądz otworzył i weszły dzieci z Mirca z kwiatami i prezentem , którym był rower a to w celu by dojeżdżał do dość odległej miejscowości którą było Jagodne. Chodził bowiem piechotą lub okazyjną furmanką do tej wsi.
Co jeszcze pamiętam?
Pamiętam kazanie ks. Kotlarza po wyrzuceniu religii ze szkół. Pamiętam. Grzmiał z ambony „wyrzucili chyba dlatego, że uczyłem wasze dzieci odróżniać dobro od zła, że uczyłem wasze dzieci 10 przykazań”. Wracaliśmy z kościoła a moja mama płakała.
Pytałam dlaczego ? – dziecko ty tego nie rozumiesz. Teraz rozumiem, ale wtedy rozumiałam, wiedziałam, że coś jest nie tak. W moim sercu i rozumie działy się rzeczy straszne.
Dziwiło mnie jedno – przecież ten ksiądz wszystko robi dobrze, dlaczego tak go mordują, tak mu dokuczają. O co tu właśnie chodzi???. Za niedługo musiał odejść. Pamiętam to odejście. Były pogłoski, że ksiądz odjeżdża do Kunowa to będzie jechał przez Tychów. Pocztą pantoflową zostało przekazane wszystko. Ksiądz wyjeżdżał nocą po cichu, aby nikt nie wiedział. Tymczasem cały Tychów nie spał. Ktoś wpadł na pomysł uścielenia drogi kwiatami. Zerwaliśmy wszystko, co kwitło w przydrożnych ogródkach. Ksiądz jechał furmanką po dywanie z kwiatów. Był bardzo wzruszony. Machał nam ręką na pożegnanie, a my płakaliśmy jak po stracie dobrego ojca.
Na krzyżówkach, gdzie droga skręca do Starachowic zrobiliśmy bramę pożegnalną. Woźnica zatrzymał konia
Na furmance stała etażerka z książkami, dywan,rower i kilka paczek– to cały majątek księdza. Nasze mamy wrzucały księdzu na wóz, tylko co mogły, jajka, ser czy słoiki z domowymi przetworami. Ksiądz wysiadł z wozu i powiedział. Kamienia by wzruszyło, ale ja jestem twardy jak kamień. Podziękował za wszystko, pobłogosławił i odjechał. Słychać było jeden szloch. To było naturalne spontaniczne zachowanie się obu stron. Ksiądz kochał nas , my kochaliśmy jego. Tej sceny nie da się zapomnieć. Na takie relacje trzeba zapracować….
Wróciliśmy do domu. Było grubo po północy. Do rana nie dało się usnąć, a na ósmą trzeba było iść do szkoły. Na lekcjach wszyscy ziewali, a co niektórzy nauczyciele robili głupie uwagi, my jednak czuliśmy się jak jedna rodzina, tacy solidarni i tajemniczy wiedzieliśmy co można mówić głośno a z czym trzeba uważać. Jedno wiedzieliśmy,że był to wyjątkowy kapłan. W sumie był tylko 1 rok a z żyliśmy się z nim jak byśmy się znali od dawna. Dobrze,że czyni się starania o wyniesienie tego kapłana na ołtarze. Takich ludzi trzeba ukazywać światu. Żył wśród nas, w czasach bardzo trudnych, a jednak nigdy się nie złamał. Za wiarę i Ojczyznę oddał swoje życie.
Jak się okazuje pokłosiem tego wspomnienia został nagrany film „ I cicho ciało spocznie w grobie” którego producentem był Jacek Gwizdał z Łodzi. Mój mąż z Bronkiem Kawęckim asystentem reżysera dokumentowali działalność ks. Kotlarza na terenie parafii Mirzec a także wydarzenia z Wierzbicy. Obydwoje z mężem świadczyliśmy życie Ks. Kotlarza przed Sądem Biskupim w Radomiu